czwartek, 26 czerwca 2008

Dziwne lecz prawdziwe

Ostatnio na turnieju, który sędziowałem spotkało mnie dziwne zdarzenie. Pojechałem z synem na Mistrzostwa Małopolski Przedszkolaków, a że wszędzie jest niedobór sędziów poproszono mnie o sędziowanie.

W takich sytuacjach nigdy nie odmawiam, wiadomo zawsze sam mogę potrzebować pomocy. Niby nic w tym szczególnego, taka koleżeńska przysługa. Problemem było właśnie to, że grał tam mój syn.
Znalazł się człowiek, któremu przeszkadzało to, że sędziuję tam gdzie gra młody mrozik. Przecież sędziów jest trzech, więc mogę stać gdzie indziej, a nie akurat tam gdzie mody. Przyznam, że zdębiałem. Od ośmiu lat jestem sędziom i pierwszy raz ktoś zarzuca mi stronniczość. Gdyby miał jakieś podstawy poza tym, że Michał wygrał z synem awanturnika, ale nie! Ja tylko wynik wpisałem i tyle. Najzabawniejsze jest to, że turniej organizował trener wspomnianego zawodnika. Komu buntowniczy rodzic chce zrobić szkodę mi ? Ja mogłem powiedzieć „mam w dupie”, nie sędziuje. Lubie Marka Cz. i nie uważałem aby jeden frustrat miał popsuć naszą znajomość. Szkoda tylko, że rodzice upatrują przyczyn porażki swoich pociech w sędziach, a nie w umiejętnościach.

Brak komentarzy: