Ostatnio na turnieju w Rabce miałem problem. Sędziowski problem. Ktoś krzyczy: sędzia! No to biegnę, biję rekordy na setkę, patrzę co jest grane. Zegar jantar, obydwie chorągiewki już opadły, ale… Jedna opadła najpierw. I tu jest problem. Każdy wie, że jeżeli obydwoje przekroczą dopuszczalny czas na partię to mamy remis. Kodeks coś tam też na ten temat twierdzi. Na szczęście w najwyższym doku męcie każdego sędziego jest coś w stylu „Zbyt szczegółowe przepisy…” . No właśnie, co jeżeli sytuacja przy szachownicy jest anormalna? Tutaj sędzia musi włączyć procesor logiczny ;)
Wracając do wspomnianego problemu. Zawodnik z Krakowa twierdzi, że wygrał ponieważ jego przeciwnik jako pierwszy przekroczył czas, a jemu samemu chorągiewka opadła dopiero gdy zawodnik z Łaz wykonał posunięcie tuż po zakomunikowaniu mu, że przegrał przez czas. Co mnie zaskoczyło, nikt nie kwestionował chronoligji. Czyli Krakowiak wygrał na czas, ale nie potrafił tego właściwie zareklamować. No właśnie, ale skoro reklamacja to było krzyknięcie czas, to czy to znaczy, że nie wygrał ? 99% partii w tym momencie się kończy, ale nie tutaj. Zawodnik z Łaz bardzo głośno upomina się remisu, który może byłby zgodny z jednym punktem kodeksu, ale nie z dwoma innymi, a w tym moim ulubionym: Zawodnik nie może przyczyniać się do zlej reputacji gry w szachy. Dzisiaj podjął bym inną decyzję. Remis ale z wykluczeniem pana z Łaz z turnieju. Nie lubię pieniaczy. W tej historii nie ma znaczenia to, że krakowiak to mój kolega.
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz