W ostatnich dniach moi uczniowie mnie przerażają. Dziewczę z I klasy LO ma problem z 5 do kwadratu, no bo dlaczego nie miało by to być 10? A wszystko przez te niewymierności w mianowniku. No i te wzory skróconego mnożenia. Masakra, przecież to przekracza możliwości intelektualne licealistów.
Jest jedno więc pytanie, czego ci ludzie uczyli się w gimnazjum ? Jak je ukończyli? Po długim zastanowieniu mogę powiedzieć, żeby minister edukacji d... sobie wytarł reformami. Państwo kształci debili. Prosta sprawa, jak podnieść wyniki egzaminów? Obciąć materiał. Tylko kto na tym zyska, uczniowie? Chyba nie. Powszechnym jest problem z przechodzeniem pewnych etapów w edukacji. Po gimnazjum ludzie wymiękają na lekcjach matmy w LO, jak już się przemęczą to idą a studia(taka moda), a tam tragedia, nawet ekonomista musi umieć różniczkować i całkować, ale tego w LO już nie uczą(a jeśli to po co skoro na maturze nie będzie). No i mam z czego żyć ;)
niedziela, 11 listopada 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz